Bez Stanisława Nowaka nie byłoby Ziemi Komornickiej

O filmie „Pszczoły i ludzie” mówią jego twórcy, Michał Hirsch i Paweł Miecznik

Stanisław Nowak to postać wyjątkowa, często wspominana, opisywana. Skąd wziął się pomysł poświęcenia mu filmu?

MH: – Przyznam, że nie pamiętam, kto pierwszy o tym wspomniał – pani dyrektor Biblioteki Publicznej, pani sekretarz gminy, czy może ktoś inny, w każdym razie zaczęło się to gdzieś między Biblioteką a Urzędem Gminy. Było oczywiste, że trzeba ocalić pamięć o ważnych dla gminy, a odchodzących regionalistach i społecznikach. Nie tak dawno temu zmarł przecież pan Bogdan Czerwiński, postać szczególna. Nie było wątpliwości, że najważniejszą osobą z okresu komuny, ojcem założycielem Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Komornickiej, animatorem życia społecznego w tamtym okresie, był pan Nowak.

PM: – Mówimy o czasach komuny, ale i przełomu. Większość życia tej osoby przypada na okres przed 1989 roku, lecz działał i w nowej rzeczywistości, w okresie reform.

MH: – Pan Nowak spinał cały XX wiek. Urodził się w 1915 roku, zmarł w 2009. Nie było w Komornikach osoby z równie wielkim wpływem na życie społeczne, na postrzeganie gminy.

Skoro mowa o przemianach ustrojowych, to może warto wspomnieć o stosunku do nich pana Nowaka. Uczestnicy tamtych wydarzeń opowiadali mi, że niechętnie się angażował. Nie widział potrzeby działania w Komitecie Obywatelskim, był nawet zdziwiony jego zawiązaniem. Wszystko przecież toczyło się swoim trybem, z władzą można było się jakoś dogadywać. To zastanawia, jego opinia liczyła się przecież.

PM: – To rzeczywiście ciekawa rzecz. Z naszych informacji wynika, że on starał się być neutralny, nie opowiadał się po żadnej stronie.

MH: – Widocznie miał takie nastawienie. Nie uczestniczył w tworzeniu samorządu, ale od władzy też trzymał się daleko. Zachowała się jego wypowiedź, że wszystkie te komunistyczne organizacje, ten cały Front Jedności Narodu, po prostu pozorują działalność społeczną. Ograniczają się do spotykania się i gadania.

On postępował odwrotnie – nie gadał lecz działał, z wielkim zresztą zaangażowaniem.

PM: – Nie mówił, że coś robi, ale faktycznie działał, i to na wielu polach. Przemiany zachodzące w kraju nie interesowały go specjalnie. Nasi rozmówcy twierdzili, że nie cieszył się na nie, ale i nie był im przeciwny. Z całą pewnością nic go nie łączyło z władzą komunistyczną. Nie krytykował jej jednak, zachowywał neutralność.

Warto tu przypomnieć wasze wypowiedzi przed pokazem filmu w Centrum Tradycji i Kultury. Nie chcieliście ukazać postaci krystalicznej, jednowymiarowej.  Bohater filmu to przecież osoba z krwi i kości, robienie laurki nie posłuży dobremu odbiorowi. A jednak nie można się w filmie doszukać czegokolwiek niekorzystnego dla pana Nowaka. Wprost przeciwnie.

PM: – Rzeczywiście, nigdy nie jest dobrze dla filmu, gdy kreśli się postać czystą jak łza, nudną w odbiorze. Jednak mieliśmy problem ze zrobieniem filmu o człowieku, którego już nie ma, coraz bardziej ograniczona jest liczba tych, co go znali, a przy tym chcieliby się wypowiedzieć do kamery. Przekonaliśmy się, że nie zawsze ktoś, kto pomaga w tworzenia dokumentacji, powtórzy to samo przed kamerą. Kto znał pana Nowaka, musiał przetrawić informacje, które chciał przekazać, przespać się z tym. Przyznajemy, że zdarzały się stwierdzenia, które nie przedstawiły wprawdzie pana Nowaka w złym świetle, nie było przecież żadnych czarnych kart w życiorysie, ale trochę burzyły nasze wyobrażenie.

Na przykład?

PM: – Na przykład temat wywoływania duchów. Nikt nie chciał przed kamerą powtórzyć tego, co nam mówił.

Dlaczego? Nie ma w tym niczego złego, nie takie osoby miały wywoływanie duchów „na sumieniu”. W niektórych kręgach bywało to nawet modne, a zawsze budziło zaciekawienie.

PM: Zachowały się nawet notatki, jakieś zapiski rozmów pana Nowaka z samym Sokratesem. Podobno udało mu się wejść w kontakt z duchem ojca czy matki którejś ze znanych sobie osób.

Sądziłem, że sporo wiem o panu Nowaku dzięki pamiętającym gol osobom, ale z takimi wątkami się nie spotkałem. Dopiero z filmu dowiedziałem się, że był radiestetą, różdżkarzem.

PM: – Niektóre wątki musieliśmy sobie darować tylko dlatego, że brakowało nam wypowiedzi. Kreśląc postać historyczną, trudno jest przedstawić jej ewolucję. Jednak nam się udało ukazać przemiany od ubogiego dziecka z czasów pierwszej wojny, które doświadczyło wiele zła, chciało po prostu przetrwać. Pan Nowak prawdopodobnie nie planował, że stanie się osobą nie byle jaką. Swoje pasje przekładał na drogę zawodową, był nauczycielem. Niczego nie robił pod presją, opuścił przecież seminarium duchowne. Po prostu tego nie czuł, nie chciał tkwić w tym na siłę, mimo iż sponsorowała go osoba duchowna, komornicki proboszcz ksiądz Stanisław Gładysz.

MH: – Udało się przedstawić życie pana Nowaka w taki sposób, że nie powstał kolejny film biograficzny przedstawiający same suche fakty. Pokazaliśmy różnorodność tej osoby, olbrzymi wachlarz jego zainteresowań.

PM: – Ta wieloaspektowość pozwoliła nam nakreślić czasy, w jakich żył, te wszystkie zachodzące zmiany.

I właśnie to jest niesamowite. Wszystko, co pokazuje film, odbywało się na tle szybko przeobrażających Komornik, choć te zmiany nie były jeszcze tak gwałtowne, jak w ostatnich latach. Widać następujące po sobie epoki, a mowa o niewielkiej miejscowości, która nie byłaby przez mieszkańców odbierana tak, jak dziś, gdyby nie ta wybitna postać.

MH: – Dziś spotykamy się z określeniem „marketing terytorialny”. W czasach pana Nowaka nikomu się to nie śniło, ale on robił dokładnie to. Był prekursorem. Wytyczył granice tego, co nazwał Ziemią Komornicką, a co formalnie nie istniało. Wymyślił hasło „żywi i leczy”. Spojrzał na całość i określił, czym ta ziemia różni się od sąsiednich. Zauważył piękno otoczenia Wirynki, rolnictwo, sadownictwo. Do tego bogatą historię. Wszystko to umieścił w herbie. Wykonał robotę, za którą marketingowcy biorą dziś duże pieniądze, a przyświeca im hasło „wyróżnij się bądź zgiń”. Nowak potrafił wyróżnić Ziemie Komornicką na tle regionu i wskazać, to co w niej najpiękniejsze.

PM: – Zależało nam na uchwyceniu wszystkich tych aspektów, przy tym stosunku do przyrody, co wybrzmiało w ustach Krystyny Czubówny.

No właśnie – jak wam się udało zaangażować tak wybitną, charakterystyczną lektorkę?

MH: – Wystarczyło napisać do impresariatu. Ważna tu była metafora zawarta w tytule, o pszczołach i ludziach. Zdecydowaliśmy się „pójść w pszczoły”, wykorzystać tę pasję pana Nowaka, skojarzyć ją z działalnością społeczną, obecnością wśród ludzi, porównać ul do ludzkich spraw. Chcieliśmy zaskoczyć widzów. Mają oglądać film biograficzny, a tu pojawia się wątek przyrodniczy. A skoro tak, to kto inny może być lektorem, jak nie Krystyna Czubówna?

PM: – Na końcu filmu swoją inwokacją ten wątek jeszcze podkreśliła. Dziś już pana Nowaka nie ma, jego ul został, ale czy wciąż funkcjonuje tak samo? Każdy może sobie na to odpowiedzieć. Spojrzenia na działalność założonego przez pana Nowaka Towarzystwa z pewnością są różne.

Jego stosunek do przyrody był legendarny, czuł się jej częścią. Był ekologiem, gdy tego słowa nikt jeszcze nie używał. Bogdan Czerwiński opowiadał mi o ptaszku, który przylatywał do niego na parapet, bez strachu jadł ziarenka niemal z ręki. Dzięki niemu Komorniki stały się unikalne, przestały być rolniczą wsią i niczym innym. Aż strach pomyśleć o nieubłaganych procesach urbanistycznych. Blisko Dworca Zachodniego stoi dom ostatniego sołtysa wsi Łazarz. To dziś środek Poznania. Gdy przyjdzie kolej na Komorniki, ich tożsamość pozostanie w literaturze. I w waszym filmie.

MH. – Tak się już stało z częścią Plewisk. Moje osiedle Kwiatowe zostało wchłonięte.

Łatwo było przekonać do udziału osoby wypowiadające się w filmie?

MH. – Niestety spotkaliśmy się z kilkoma odmowami. Zaplanowaliśmy udział większej liczy osób. Dwie z nich podczas tworzenia dokumentacji spotkały się z nami, ale od razu zaznaczyły, że przed kamerami nie wystąpią. Przekazaną wiedzę wykorzystaliśmy.

Występujące osoby zadziwiły swobodą wypowiadania się, elokwencją. Choć są powszechnie znane, to akurat nie z takich umiejętności. Choćby pan Jan Kaczmarek, którego słuchało się z dużą przyjemnością.

PM: – Bez niego nie byłoby tego filmu. 

MH: – To nasze odkrycie, godne następnego filmu. Wydaje się trochę skryty, surowy w obejściu, ale kiedy bliżej się do niego podejdzie, okazuje się zupełnie innym, otwartym człowiekiem. Szorstki, a w rzeczywistości wrażliwy.

PM: – Naszych rozmówców udało się wyprawić w podróż w przeszłość. Właśnie to wpłynęło na ich nastrój. Pytaliśmy o kontakty z człowiekiem, który był dla nich ważny. Przypomnienie tamtych więzi otworzyło im serca. Niczym nieograniczona szczerość tych ludzi zrobiła na nas wrażenie. Wypowiedzi pana Kaczmarka pozwoliły nakreślić zmiany zachodzące w Komornikach. Wspomniał, że dziś już nie poznaje ludzi przychodzących do kościoła, tylu tu nowych mieszkańców. Na spokojnym skrzyżowaniu ulicy Poznańskiej można było grać w bąka, a dziś? Inny świat.

MH: – Wrażenie robi też zauważalna w wypowiedziach melancholia, wynikająca z powracania do czasów, które nie wrócą. To wzbogaciło film, ale nic by się nie udało, gdybyśmy nie mieli dostępu do bogatych materiałów archiwalnych.

Dużo trzeba było kopać?

MH: – Mieliśmy osiem godzin samych filmów od obejrzenia. Wykonały za nas ważną część roboty.

Jak się udało filmy te odnaleźć? Widać na nich pana Nowaka tak, jakby działo się to wczoraj. I tylko zupełnie inny wygląd osób, które dziś znamy, uzmysławiają nam upływ czasu.

MH: Większość pochodzi z piwnicy ś.p. Bogdana Czerwińskiego. Dostaliśmy je od pani Basi, jego żony.

Która zresztą występuje w filmie i ciekawie opowiada o zbiorach tworzonych przez pana Nowaka, innym niż dziś ich udostępnianiu.

PM: – Bez tych filmów VHS nie byłoby filmu naszego.

Kto je kręcił?

PM: – Różne osoby, na przykład pan Mirek Wieloch. Wywiad z panem Nowakiem w 2003 roku nakręcił pan Antoni Pawlik.

MH: – Na filmach udało się zachować jubileusze Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Komornickiej, także nadanie sztandaru, zorganizowaną w Jeziorach konferencję dla regionalistów. Wiele zdjęć otrzymaliśmy od rodziny, od pani Czerwińskiej.

Dzięki filmowi wszystkie te dokumenty przetrwają.

MH: – Ale i tak tego jest mało, jeśli chodzi o spuściznę pana Nowaka. Mamy jego książeczki o gwarze komornickiej, ale jego wiersze, a napisał ich mnóstwo, są rozproszone, nie występują w jednym miejscu. Podobno po śmierci pana Nowaka przejął je GOK, część prawdopodobnie, podczas przeprowadzek, trafiła do kontenera. To samo niestety dotyczy części rysunków.

Odbiór waszego filmu był pozytywny. Ludzie, nie tylko znający pana Nowaka osobiście, wychodzili z pokazu wzruszeni.

PM: – Człowiek przyzwyczaja się do obrazka ruchomego. Czytanie książki wymaga większego wysiłku niż obejrzenie filmu. Sztuka audiowizualna daje duże możliwości mieszania styli, gatunków.

Dowodem na to są zawarte w waszym filmie animacje. Kto jest ich autorem?

PM: – Aleksandra Bodek, animatorka z Zielonej Góry. Wykorzystała rysunki Stanisława Nowaka, pochodzące z trzech tomów książki o gwarze komornickiej. Uznaliśmy, że efekt będzie lepszy niż forma statyczna, ożywi obraz. Łatwo nie było, ryciny są niewielkie. Jest ich 10, z tekstami Stanisława Nowaka. Trudno się skupić na jednym i drugim, ale film można zatrzymać.

Jak długo trwała realizacja?

MH: – Same zdjęcia zajęły pół roku z przerwami, trzeba się było dostosować do czasowych możliwości różnych osób. Montaż zabrał miesiąc. Wcześniej prowadziliśmy prace koncepcyjne, w sumie więc poświęciliśmy na to rok.

Koszty z pewnością były niemałe. Wiadomo, że nakręcenie filmu fabularnego wymaga milionów zł, a dokumentalnego setek tysięcy.

PM: – Nam się udało za 70 tysięcy zł. Jako reżyser i producent mogę stwierdzić, że mamy powód do satysfakcji. Przy tych kosztach zrealizowaliśmy film na przyzwoitym poziomie.

Z pewnością zostanie zauważony nie tylko w gminie. Macie zamiar pokazać go szerszemu kręgowi widzów?

PM: – Zaczniemy od „Prowincjonaliów” we Wrześni. Właśnie się przygotowujemy do udziału w bloku „Filmowa Wielkopolska”.

Rozmawiał Józef Djaczenko

Gdzie to obejrzeć?

Premiera filmu: „Stanisław Nowak. Pszczoły i Ludzie” miała miejsce w 27 marca 2026 roku w Centrum Tradycji i Kultury w Komornikach. Film jest ogólnodostępny dostępny w intrenecie na gminnym kanale Youtube, pod adresem: www.youtube.com/@gminakomorniki4759.

[MEC id="834"]

TELEFON ALARMOWY

  • 112 – POLICJA, STRAŻ POŻARNA, POGOTOWIE RATUNKOWE

POLICJA

  • 997 – z telefonu stacjonarnego
  • 61 841 48 90 i 61 841 48 92 – Komisariat Policji w Komornikach
  • 519 064 516 – Dzielnicowy Rejonu Komorniki (lewa strona od ul. Poznańskiej)
  • 516 902 835 – Dzielnicowy Rejonu Komorniki (prawa strona od ul. Poznańskiej, Głuchowo, Chomęcice, Rosnowo, Rosnówko, Walerianowo)
  • 519 064 515 – Dzielnicowy Rejonu Plewiska (lewa strona od ul. Grunwaldzkiej)
  • 786 936 078 – Dzielnicowy Rejonu Plewiska (prawa strona od ul. Grunwaldzkiej)
  • 786 936 065 – Dzielnicowy Rejonu Wiry, Łęczyca, Szreniawa, Jarosławiec, Kątnik

STRAŻ GMINNA W KOMORNIKACH:

  • 986
  • 61 8107 303 – Komenda Straży Gminnej
  • 661 434 360 – patrol

STRAŻ POŻARNA:

  • 998 | 112
  • 61 651 78 90 – OSP Plewiska

ZDROWIE:

  • 999 | 112 – Pogotowie Ratunkowe:
  • 61 853 53 52 24h/dobę – Centrum Informacji Medycznej Tel-Med

Przychodnie Lekarskie:

  • 798 524 154 – Przychodnia Zespołu Lekarza Rodzinnego w Komornikach, ul. Stawna 7/11
  • 61 600 64 33, 61 600 64 34 – Centrum Medyczne Komorniki sp. z o.o. w Komornikach, ul. Stawna 7 (II piętro)
  • 61 651 76 41 – NZOZ KORAMED, Plewiska, ul. Grunwaldzka 571
  • 61 651 79 70 – NZOZ Twoja Przychodnia, Plewiska, ul. Grunwaldzka 508
  • 732 515 515 – Przychodnia Lekarza Rodzinnego Vita-Med, ul. Komornicka 192, Wiry, I Piętro (budynek SPOŁEM)
  • 61 839 10 30; 512 075 575 – NZOZ OMEDICA, Poznań, ul. Stęszewska 41

POGOTOWIE ENERGETYCZNE:

  • 991

POGOTOWIE GAZOWE:

  • 992

AUTOBUSY GMINNE:

  • 61 810 81 71

WODOCIĄGI GMINNE:

  • 607 678 199

KANALIZACJA GMINNA:

  • 604 411 611

ZWIĄZEK MIĘDZYGMINNY „CENTRUM ZAGOSPODAROWANIA ODPADÓW – SELEKT”:

  • 731 400 065
  • 731 400 095
  • 731 500 034