Gmina Komorniki dołączyła właśnie do prawie sześciuset w Polsce, czyli do 20 procent tych, które uchwaliły już plan ogólny zagospodarowania przestrzennego. Ustawa nakazuje uczynić to do końca sierpnia. Potrzebne było zwołanie nadzwyczajnej sesji, by radni mogli zająć się tym w terminie.
Zanim zaczęła się procedura uchwalania planu, radni podjęli uchwałę o udzieleniu dotacji województwu wielkopolskiemu na potrzeby kolei metropolitalnej. Potem już głos zabrała urbanistyka pracująca nad planem ogólnym. Jak przypomniała, traci ważność obowiązujące do tej pory studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Zastępuje je nowy akt prawa miejscowego, to na jego podstawie będzie się uchwalać plany miejscowe.
Pracując nad dokumentem trzeba było uwzględnić wiele parametrów, wyznaczyć konkretne strefy, uwzględnić obliczenia, prognozy demograficzne, określić liczbę mieszkańców żyjących na danym terenie. Nie wolno zapomnieć o obowiązujących już planach miejscowych, o istniejącej zabudowie, o terenach chronionych. Odbywały się konsultacje z mieszkańcami. Do Urzędu Gminy wpłynęło 513 pism, zgłoszonych uwag było dużo więcej, wszystkie zostały rozpatrzone. Projektanci starali się je uwzględnić. Niektóre były oczywiste. W 15 procentach przypadków uwzględniono je w całości, w 50 procentach w części, nie uwzględniono 30 procent.
Wójt Tomasz Stellmaszyk zwrócił uwagę, że prace toczyły się pod presją czasu. Do tej pory z uchwalaniem planów najlepiej radzą sobie gminy miejskie i te położone przy metropoliach. Według dyrektywy rządowej 30 procent uchwalonych planów ogólnych to liczba pozwalająca sięgać po dofinansowanie w ramach Krajowego Planu Odbudowy. – Uchwalenie strategii i planu ogólnego to warunek ubiegania się o unijne pieniądze – podkreślił wójt.
Jeśli gmina z uchwaleniem planu nie zdąży, mogą pojawić się protesty tych, co z dofinansowania skorzystać nie mogą. Gmina powinna więc przyjąć plan i skierować do wojewody, by mógł go opublikować w ustawowym terminie. W wielu miejscach pojawiły się konflikty związane z zapisami w planie, ale nie jest możliwe rozstrzygnięcie wszystkich w terminie. Dlatego, zdaniem wójta, a także autorki planu, najsensowniejsze jest uchwalenie dokumentu, a potem przystąpienie do stopniowej jego aktualizacji, pochylenie się nad lokalnymi problemami. – Dlatego proszę teraz o uchwalenie planu ogólnego, gdyż ciąży na nas duża odpowiedzialność. Konfliktami się zajmiemy – deklarował wójt. Tłumaczył, jak dużym, przedłużającym procedury problemem jest występowanie o opinie Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.
W dyskusji, która się zaczęła, najczęściej powtarzanym tematem było skąpe, zdaniem radnych, wyznaczanie terenów zielonych. Najczęściej była mowa o Plewiskach. Radni nie godzili się na wyznaczanie obszarów gospodarczych (jak mówili – przemysłowych). Zarzucono wójtowi, że poszedł na zbyt duży kompromis z właścicielami gruntów. Wójt przekonywał, że przeznaczenie gruntów pod park, nawet jeśli jest potrzebny, to odbieranie właścicielowi szansy możliwości realizacji w określonym miejscu usług. Konieczny jest kompromis, przeznaczenie na park części nieruchomości. – Trzeba dać właścicielom szansę podniesie wartości ich działek – mówił odnosząc się do konkretnego terenu w Plewiskach. Podkreślał, że szczegóły dotyczące wykorzystania działki, na przykład wysokości zabudowy, zielonej strefy ochronnej, i tak określi plan miejscowy.
W innym przypadku radna Julia Pankiewicz Sobisiak zapowiedziała, że nie będzie jej zgody na zamianę zielonego terenu w przemysłowy w określonej części Plewisk. – Dajmy sobie możliwość rozwijania gminy. Tam nikt nie będzie żadnego przemysłu. lecz mogą powstać magazyny energii, co pozwoli wykorzystać pobliski Główny Punktu Zasilania. Zapis w planie ogólnym o niczym jeszcze nie stanowi. Każdy taki obiekt może stać w otoczeniu zieleni – mówił wójt, a Piotr Wiśniewski apelował o odłożenie uchwalenia planu do czasu rozwiązania wszystkich konfliktów. Powoływał się na to, że aż 70 procent gmin nie zdąży podjąć uchwał w terminie i nic ich złego nie spotka. Przewodniczący Komisji Planowania Przestrzennego Krzysztof Ratajczak, zainteresowany rozwiązaniem konfliktów w wielu miejscach, np. w Szreniawie, podkreślił, że wyższą dla niego wartość mają korzyści wynikające z szybkiego uchwalenia planu ogólnego.
Głos zabrał gość, który przedstawił się jako prawnik z wieloletnim doświadczeniem, były sędzia i były radny z Konina. Wystąpił w imieniu mieszkańców Łęczycy, dążących do wykorzystania swej działki na działalność gospodarczą. Podkreślił, że rozumie stanowisko władz gminy, ale problemem może się okazać skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na nieprzestrzeganie procedury, albo i prośba do wojewody, by nie podpisywał dokumentu. Jego mocodawców zadowoli przegłosowanie przez radnych deklaracji, że zajmą się tym problemem w szybkim terminie.
Piotr Wiśniewski złożył wniosek formalny o przerwę w obradach celem sporządzenia takiej deklaracji. Inni radni, także przewodniczący Marek Kubiak twierdzili, że jest to zbędne, deklaracja i tak padła, poza tym wniosek radnego nie może kolidować z porządkiem obrad. Najpierw trzeba uchwalić plan. Kiedy został on formalnie przyjęty, odbyło się głosowanie nad wnioskiem Piotra Wiśniewskiego. Większość radnych nie zgodziła się na formalne przyjęcie deklaracji.
